Rabin Nachman z Bracławia

<-- Powrót

Tę opowieść - i wiele innych opowieści i przypowieści rabina Nachmana z Bracławia - mogą Państwo odnaleźć w wydanej przez wydawnictwo "Mercury" książce "Opowieści rabina Nachmana z Bracławia" w opracowaniu i z posłowiem Henryka Halkowskiego i z pięknymi ilustracjami Marty Gołąb. 
Książka dostępna jest m. in. w księgarni "Jarden" w Krakowie, w księgarni ŻIH-u w Warszawie i w księgarni wysyłkowej "Midrasza".

 

 Przypowieść o księciu, który myślał, że jest indykiem


Pewnym państwem rządził król, który przez wiele lat nie mógł doczekać się następcy tronu. 
Kiedy wreszcie urodził mu się syn, robił wszystko, co tylko możliwe, aby młodemu księciu niczego nie brakowało i aby dobrze przygotować go do roli przyszłego władcy kraju. Kiedyś król wydał w swoim zamku wspaniałą ucztę. Zaproszeni goście jedli ze złotych półmisków najwykwintniejsze potrawy, świeciły się setki świec, orkiestra grała piękne melodie. Nagle królewicz - siedzący obok swego ojca na honorowym miejscu, rozebrał się do naga, wszedł pod stół i zaczął dziobać okruszki i kości, a także nogi ucztujących. Zdziwiony monarcha schylił się pod stół i spytał "Co robisz, królewiczu?" Ten odpowiedział: "Nie jestem królewiczem, ale indykiem"; po czym zagulgotał tak głośno, że wszyscy goście uciekli z sali, zatykając uszy. Król był w rozpaczy. Jego ukochany syn, w którym pokładał wszystkie swoje nadzieje na przyszłość, oszalał i zachowywał się jak nierozumny ptak. Kazał więc ogłosić, że ten, kto uzdrowi królewicza, uzyska olbrzymią nagrodę. Wkrótce do zamku zaczęli ze wszystkich stron świata przybywać najsławniejsi i najlepsi lekarze, magicy i cudotwórcy. Wszelkie jednak ich wysiłki okazały się daremne. Książę wciąż siedział nagi pod stołem, gulgotał jak indyk i żywił się odpadkami. Król - widząc, jak całkowicie bezsilna jest cała jego władza, potęga i bogactwo - stracił wszelką nadzieję. Opustoszał królewski zamek. Nie urządzano już zabaw, uczt i turniejów, nie zapraszano gości; było tu cicho i smutno. Wtedy właśnie zgłosił się do króla pewien przybyły z dalekich stron mędrzec, utrzymując, że potrafi uzdrowić księcia. Mędrzec wyglądał szaro i niepozornie, jego ubranie i buty był znoszone - żadnego porównania ze sławnymi lekarzami, magikami i cudotwórcami, którym nie udało się uleczyć księcia. Zrezygnowany król - nie wierzący już w możliwość odmiany smutnego losu - zgodził się na jeszcze jedną próbę. Jako warunek podjęcia się trudnego zadania mędrzec zażądał aby wykonywano wszystkie jego polecenia, nawet jeśli jego postępowanie będzie wydawać się dziwne. Uzyskawszy zgodę króla, mędrzec zdjął ubranie i wszedł pod stół głośno gulgocząc. Zdziwiony książę spytał: "Kim jesteś i co tu robisz?" "A kim ty jesteś" - spytał mędrzec. "Czyż nie widzisz" - rzekł królewicz - "że jestem indykiem ?". "To bardzo dziwne" - odparł mędrzec. "Dlaczego dziwne?" - spytał książę. "Tak się bowiem akurat składa, że ja też jestem indykiem" - powiedział mędrzec. Ucieszył się królewicz, gdyż samotność zaczęła mu już nieco doskwierać. Odtąd obaj czołgali się po dywanie pod stołem i dziobali okruszki. Zaprzyjaźnili się ze sobą i przyrzekli sobie nawzajem nigdy się nie rozstawać. Któregoś dnia mędrzec rozkazał, aby przyniesiono mu dwie koszule, po czym ubrał jedną z nich. "Cóż robisz?" - spytał królewicz. "A czy ty myślisz, że indyki nie mogą nosić takich koszul, jak ludzie?" - rzekł mędrzec. "Ubrałem koszulę, lecz wcale nie przestałem skutkiem tego być indykiem". "Masz rację" - powiedział królewicz i ubrał drugą koszulę. Następnego dnia mędrzec rozkazał aby przyniesiono dwie pary spodni, po czym ubrał jedną z nich. "Cóż robisz?" - spytał królewicz. "A czy ty myślisz, że indyki nie mogą nosić takich spodni, jak ludzie?" - rzekł mędrzec. "Ubrałem spodnie, lecz wcale nie przestałem skutkiem tego być indykiem". "Masz rację" - rzekł książę i ubrał drugą parę spodni. Teraz i książę, i mędrzec byli ubrani tak, jak wszyscy inni mieszkańcy zamku; wciąż jednak czołgali się pod stołem i żywili się okruszkami. Po kilku dniach mędrzec rozkazał aby przyniesiono dwa półmiski pełne mięsa, ziemniaków, jarzyn, owoców i słodkich ciastek, po czym zaczął spożywać potrawy z jednego z półmisków. "Cóż robisz?" - spytał królewicz. "A czy ty mylisz, że indyki nie mogą spożywać takich potraw, jakie spożywają ludzie?" - rzekł mędrzec. "Spożywam potrawy z półmiska, lecz wcale nie przestałem skutkiem tego być indykiem". "Masz rację" - rzekł książę i zaczął jeść jedzenie z drugiego półmiska. Chociaż więc siedzieli pod stołem, spożywali jednak te same potrawy, co wszyscy inni na królewskim dworze W kilka dni później mędrzec podniósł się spod stołu i usiadł na krześle przy stole. "Cóż robisz?" - spytał królewicz. "Czy już nie chcesz być indykiem? Czy wolisz być człowiekiem?" A na to mędrzec rzekł: "Czy mylisz, że zachowując się jak człowiek przestaję być indykiem? Mogę ubierać się jak człowiek, jeść jak człowiek i zachowywać się jak człowiek - skoro jednak wiem, że jestem indykiem, to nie przestaję być indykiem". Książę został wyleczony i od tego czasu zachowywał się jak normalny człowiek. A ci, co mają uszy zdolne do słuchania, niech słuchają tych opowieści.

tłumaczenie Henryk Halkowski