Rabin Nachman z Bracławia

<-- Powrót

Tę opowieść - i wiele innych opowieści i przypowieści rabina Nachmana z Bracławia - mogą Państwo odnaleźć w wydanej przez wydawnictwo "Mercury" książce "Opowieści rabina Nachmana z Bracławia" w opracowaniu i z posłowiem Henryka Halkowskiego i z pięknymi ilustracjami Marty Gołąb. 
Książka dostępna jest m. in. w księgarni "Jarden" w Krakowie, w księgarni ŻIH-u w Warszawie i w księgarni wysyłkowej "Midrasza".

 

 Przypowieść o zaginionym klejnocie


W pewnym małym miasteczku żył kiedyś ubogi człowiek. Jego jedynym zajęciem było kopanie gliny. Co kilka dni wyruszał po nią w góry. Wykopaną glinę ładował na wóz, a kiedy był on już pełny, wracał do miasteczka. Glinę sprzedawał garncarzom, którzy wyrabiali z niej najprzeróżniejsze naczynia. Chociaż ciężko pracował a zarobione pieniądze ledwo starczały na życie, nigdy nie tracił pogody ducha, poczucia radości życia i zadowolenia ze swego losu. Pewnego letniego dnia, kopiąc glinę w górach, znalazł on przepiękny kamień. Wsadził go do kieszeni i wrócił z nim do miasteczka. Na drugi dzień udał się do jedynego w miasteczku jubilera i zapytał go o wartość kamienia. Jubiler popatrzył na kamień przez szkło powiększające i rzekł: "Jest to niezwykle rzadki i cenny diament. W całej okolicy nikt nie ma tyle pieniędzy, aby móc zapłacić jego cenę. Jeśli chcesz go dobrze sprzedać, to musisz pojechać do Londynu, najbogatszego miasta na świecie. Tylko tam uzyskasz za niego odpowiednią zapłatę". Londyn był jednak bardzo daleko, za morzem, a biedny człowiek nie miał pieniędzy na podróż. Sprzedał wszystko, co miał: dom, konia i wóz. Trochę pieniędzy pożyczył, trochę użebrał. W końcu zgromadził sumę wystarczającą na podróż do najbliższego portu. Kiedy biedny człowiek pojawił się w porcie, oszołomił go ruch, gwar i widok tłumu ludzi. Wszyscy coś sprzedawali i kupowali, targowali się, krzyczeli, wydzierali sobie pieniądze i towary. Wokół unosił się zapach świeżego chleba, ryb i słonej morskiej bryzy. Biedny człowiek tak długo szukał, aż znalazł statek płynący do Londynu. Poprosił marynarzy, aby zaprowadzili go do kapitana. Marynarze pokazali mu drogę do kapitańskiej kajuty. Olbrzymiego wzrostu kapitan ubrany był w niebieski aksamitny surdut z błyszczącymi guzikami; przy jego pasie zwisał długi rapier, a przy prawej dłoni brakowało mu dwóch palców. "Chciałbym udać się tym statkiem do Londynu, nie mam jednak pieniędzy na podróż" - rzekł ubogi człowiek. Kapitan zmarszczył brwi i zrobił taką minę, jakby chciał go od razu wyrzucić za burtę. "P-posiadam j-jednak t-to" - wyjąkał przestraszony człowiek, wyciągając diament z sakwy. Na widok klejnotu kapitanowi zaświeciły się oczy. Od razu poznał się na jego wartości. "Zapłacisz mi później" - powiedział, klepiąc nowego pasażera po plecach. Z wielką atencją zaprowadził go pod pokład i przydzielił mu luksusową kajutę, z wszelkimi możliwymi na statku wygodami. W kajucie znajdowało się okno, przez które rozciągał się widok na morze. Podróżny często siadywał przy oknie, przyglądając się, jak promienie słoneczne rozszczepiają się w diamencie i jak światło odbija się w morskich falach. Pewnego dnia, siadając do obiadu, człowiek położył przed sobą na stole diament, aby móc podziwiać go w czasie jedzenia. Po obiedzie poczuł się senny i zasnął. Kiedy spał, przyszedł służący, aby sprzątnąć kajutę. Nie zauważył leżącego na obrusie diamentu i wyrzucił go razem z okruszkami przez okno do morza. Kiedy człowiek obudził się, od razu spostrzegł, co się stało. W pierwszej chwili wpadł w rozpacz. Nie miał pojęcia, co dalej robić. Pomyślał, że kapitan na pewno zabije go, kiedy dowie się, że nie uzyska od niego zapłaty za podróż. Później doszedł jednak do wniosku, że rozpacz i martwienie się nic mu nie pomogą. Zmusił się więc do tego, aby zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało, aby wyglądać tak samo beztrosko i radośnie jak przedtem. Kapitan zwykł był codziennie rozmawiać ze swoim pasażerem. Również i tego dnia przyszedł odwiedzić go w jego kajucie. Znajdując go jak zawsze wesołym i szczęśliwym, przez chwilę rozmawiał z nim o obojętnych sprawach, a potem wyłuszczył mu swoją prośbę. Otóż zamierza on kupić w Londynie wielką ilość ziarna, a następnie odsprzedać ją z pokaźnym zyskiem. Obawia się jednak, że urzędnicy królewscy - dowiedziawszy się iż posiada on tak dużą sumę pieniędzy - będą uważać, że zdobył ją rozbojem. Dlatego też poprosił podróżnego, aby pozwolił mu kupić ziarno na jego nazwisko, obiecując sowitą zapłatę za okazaną mu pomoc. Człowiek zgodził się na tę propozycję. Kiedy przypłynęli do Londynu, kapitan zakupił cały spichlerz ziarna. Potem razem z innymi żeglarzami udał się do portowego szynku. Po wielu godzinach picia rumu, whisky i wina wdał się w kłótnię z towarzyszami biesiady. Kłótnia przekształciła się w bójkę, pijani żeglarze sięgnęli po miecze - i kapitan został śmiertelnie ranny. Teraz biedny człowiek z małego miasteczka stał się jedynym właścicielem kupionego przez kapitana na jego nazwisko ziarna. Jego wartość wielokrotnie przewyższała wartość zaginionego diamentu. Człowiek sprzedał ziarno kupcom i wrócił do miasteczka jako bogacz.

tłumaczenie Henryk Halkowski