|
|
Opowieść o zaufaniu do Boga
|
|
Był kiedyś król, który często pytał sam siebie: "Czyż może być w moim państwie ktoś szczęśliwszy ode mnie. Posiadam wszelkie istniejące na ziemi dobra - no a poza tym jestem przecież królem i władcą". Postanowił więc sprawdzić, czy naprawdę tak jest. Zaczął tedy chodzić po nocy, zaglądać do okien domów i słuchać, o czym ludzie mówią. Słyszał, jak ludzie opowiadają o swoich kłopotach i problemach. Wszyscy jego poddani narzekali i skarżyli się na to lub owo. Pewnej nocy zobaczył na skraju miasta mały, prawie całkiem wkopany w ziemię domek. Jego okna były na poziomie ulicy, a dach był połamany. W środku, w jednej izbie siedział na stołku człowiek i grał cicho na skrzypcach, tak że trzeba było słuchać w wielkim skupieniu, aby usłyszeć melodię. Na stole leżał talerz z jedzeniem i stał pełny kielich z winem. Człowiek wyglądał na bardzo szczęśliwego, pełnego radości i wolnego od wszelkich kłopotów. Król wszedł do domku i zapytał gospodarza, jak mu się powodzi. Ten powiedział, że ma wszystko, co mu potrzeba. Król rozejrzał się dokoła; zobaczył butelkę wina, na piecu garnek z jedzeniem, a także wyraz wielkiej radości na twarzy gospodarza. Nalał on królowi i sobie wina do szklanek, i obaj wypili za swoje zdrowie. Król zobaczył, że człowiek ten jest naprawdę całkowicie szczęśliwy i nie trapią go żadne kłopoty. Król poczuł się zmęczony i usnął. Kiedy rano obaj wstali, król zapytał gospodarza: "W jaki sposób doszedłeś do tego, co masz tutaj?" "Jestem majster-klepką" - powiedział gospodarz. "Potrafię naprawić wszystko, co jest uszkodzone lub zepsute. Codziennie wychodzę rano do miasta i wykonuję zlecone mi przez ludzi naprawy. Kiedy już zarobię pięć albo sześć guldenów, kupuję dla siebie jedzenie i napitek". Kiedy król usłyszał te słowa, pomyślał sobie: "Doprowadzę go do zguby". Król wrócił do pałacu i wydał zarządzenie, że nikt nie może nikomu dawać niczego do naprawienia. Jeśli coś mu się zepsuje, to musi albo naprawić to sam, albo wyrzucić i kupić nowe. Tego ranka majster-klepka jak zwykle wyszedł z domu i zaczął rozglądać się za czymś, co mógłby naprawić. Wkrótce dowiedział się o tym, że król wydał zarządzenie, iż nie można nikomu dawać niczego do naprawy. Nie załamał się jednak i nie utracił zaufania do Boga. Majster-klepka popatrzył wkoło i zobaczył pewnego bogatego człowieka rąbiącego drewno. "Dlaczego sam rąbiesz drewno?" zapytał go. " Czy nie jest to poniżej twojej godności?" "Próbowałem znaleźć kogoś, kto zechciałby porąbać to drewno dla mnie, nikogo takiego jednak nie znalazłem" - odpowiedział bogacz. "Muszę więc sam rąbać to drewno". "Pozwól, że ja porąbię je dla ciebie" - powiedział majster-klepka. Kiedy porąbał całe drewno, bogaty człowiek dał mu guldena. Majster-klepka uznał, że jest to całkiem dobry sposób zarabiania pieniędzy. Przez cały dzień rąbał drewno i zarobił sześć guldenów. Kupił sobie za nie jedzenie na wieczerzę. Król jak poprzedniego dnia przyszedł i stanął za oknem domku majster-klepki, chciał bowiem zobaczyć, co się z nim stało. Ujrzał, że majster-klepka je i pije, i jest bardzo szczęśliwy. Kiedy król wszedł do środka, zobaczył, że wszystko wygląda tak samo, jak w poprzednim dniu. Położył się i zasnął, jak poprzedniego wieczora, a rano zapytał majster-klepkę: "Gdzie dostałeś jedzenie na wczorajszą wieczerzę? Skąd miałeś pieniądze na to, aby je kupić?" "Moja zwykła praca to naprawianie różnych rzeczy" - powiedział majster-klepka. "Dzisiaj jednak król ogłosił prawo, że nie wolno nikomu dawać niczego do naprawy. Tak więc poszedłem, narąbałem trochę drewna i dzięki temu uzyskałem pieniądze wystarczające na moje potrzeby". Król wrócił do pałacu i wydał zarządzenie, że nie wolno nikogo zatrudniać do rąbania drewna. Kiedy majster-klepka dowiedział się o tym, zasmucił się, nie wiedział bowiem, jak ma zarobić pieniądze na wieczór. Nie utracił jednak zaufania do Boga. Przechadzał się dookoła i zobaczył człowieka czyszczącego swoją stajnię. "Dlaczego sam czyścisz swoją stajnię ?" - zapytał. "Szukałem kogoś, kto mógłby zrobić to za mnie" - odpowiedział właściciel stajni. "Nikogo jednak nie znalazłem. Dlatego muszę robić to sam". "Pozwól, że ja wyczyszczę twoją stajnię" - powiedział majster-klepka. Kiedy skończył, właściciel stajni dał mu dwa guldeny. W tym dniu wyczyścił jeszcze dwie stajnie i zarobił w sumie sześć guldenów. Kupił za nie jedzenie i picie na wieczerzę i wrócił do domu. Wieczerza była dla niego jak prawdziwa uczta i był jak zawsze bardzo szczęśliwy. Król znowu przyszedł, aby sprawdzić, co się z nim dzieje, i zobaczył, że majster-klepka jak zawsze jest bardzo szczęśliwy. Spędził noc w jego domu, a rano zapytał go o to, jak zdobył pieniądze na wieczerzę. Majster-klepka opowiedział mu o tym, jak przez cały dzień czyścił stajnie. Król wrócił do pałacu i wydał zarządzenie, że nie wolno zatrudniać nikogo do czyszczenia stajni. Tego ranka majster-klepka wyszedł z domu i zaczął szukać jakiejś stajni, którą mógłby oczyścić. Nikt jednak nie chciał powierzyć mu takiej roboty. Powiedziano mu, że król wydał rozkaz, że nikogo nie wolno zatrudniać do tego rodzaju prac. Nie mając więc innego wyjścia, udał się do oficera, który werbował żołnierzy do królewskiej gwardii, i zaciągnął się do niej. Postawił jednak oficerowi jeden warunek: każdego dnia będzie otrzymywał zapłatę za służbę. Oficer przystał na to. Majster-klepka włożył mundur i przypasał miecz. Wieczorem zdjął mundur, odebrał zapłatę, kupił sobie jedzenie i wrócił do domu. Wieczerza była dla niego jak prawdziwa uczta i był jak zawsze bardzo szczęśliwy. Nocą król przyszedł do niego aby przekonać się, jak poradził sobie w tej sytuacji. Zobaczył, że u majster-klepki wszystko było tak, jak przedtem, a on sam jest jak zwykle bardzo szczęśliwy. Po spędzeniu u niego nocy król zapytał go, jak mu się powodzi. Majster-klepka opowiedział mu całą historię, jak to zaciągnął się na służbę w królewskiej gwardii. Kiedy król wrócił do pałacu, zawołał do siebie oficera i wydał mu rozkaz, aby tego dnia nie wypłacał żołnierzom żołdu. Majster-klepka zgłosił się niebawem na służbę, a kiedy wieczorem zdawał swoje obowiązki, poprosił o należną mu zapłatę. "Bardzo mi przykro" - powiedział oficer - "ale nie mogę dzisiaj zapłacić ci za służbę". Majster-klepka zaczął się z nim spierać; przypomniał mu o umowie między nimi - o tym, że oficer obiecał płacić mu każdego dnia za służbę. Niczego jednak nie wskórał. "Nic na to nie poradzę" - powiedział oficer - "ale taki jest rozkaz królewski.. Król stanowczo zakazał wypłacania żołdu w dniu dzisiejszym. Jutro zapłacę ci za dwa dni". Majster-klepka myślał przez chwilę, jak ma postąpić w tej sytuacji - i wymyślił. Odkręcił stalowe ostrze swojego miecza i zastąpił je ostrzem drewnianym, tak sprytnie zrobionym, że nikt nie dotykając go nie był w stanie stwierdzić różnicy. Potem dał stalowe ostrze w zastaw, a za otrzymane pieniądze kupił jak co dzień jedzenie i sporządził sobie wieczerzę.. Król jak zwykle przyszedł do niego wieczorem i stwierdził, że majster-klepka jest zupełnie szczęśliwy. Król spędził u niego noc, a rano zapytał go, skąd miał pieniądze na wieczerzę. Majster-klepka opowiedział mu całą historię, jak to odkręcił ostrze swojego miecza, zastąpił je drewnianym i zastawił w lombardzie. "Nikt nic na tym nie straci" - powiedział - " bo kiedy dziś wieczór zapłacą mi za dwa dni, wykupię ostrze z lombardu i z powrotem przytwierdzę je do rękojeści. Król o niczym się nie dowie". Kiedy król wrócił do pałacu, wezwał do siebie oficera i powiedział mu tak: -"Mam tutaj zbrodniarza, który został skazany na śmierć. Wezwij majster-klepkę, którego wczoraj przyjąłeś na służbę, i wydaj mu rozkaz, aby uciął swoim mieczem głowę tego zbrodniarza". Oficer udał się aby przyprowadzić majster-klepkę, zaś król przywołał wszystkich swoich oficerów i uprzedził ich, że będą świadkami zabawnej sceny. Powiedział im, że wezwał właśnie do siebie żołnierza, który zamienił ostrze swojego miecza na drewniane. Kiedy majster-klepka przyszedł do króla, przyklęknął na jedno kolano i zapytał: -"Czego Wasza Wysokość życzy sobie ode mnie?" "Chcę, abyś ściął głowę temu oto zbrodniarzowi" - odpowiedział król. "Wasza Wysokość. Nigdy jeszcze nie zabiłem człowieka. Czy nie mógłbyś wyznaczyć kogoś innego do tego zadania?" - powiedział majster-klepka. "Nie" - odpowiedział król. -"Chcę, abyś właśnie ty to zrobił". "Czy jednak jest on na pewno winien zarzucanych mu zbrodni?. Być może fałszywie go obwiniono. Może on nie zasłużył na śmierć. Nigdy jeszcze nie zabiłem człowieka. Czy mógłbym teraz zabić kogoś, kto być może nie zasłużył na śmierć". "On zasłużył na śmierć bez żadnych wątpliwości - powiedział król. "Sędziowie jednomyślnie wydali wyrok, a teraz ty masz go wykonać i ściąć jego głowę". Majster-klepka zrozumiał, że nie może dyskutować z królem na temat słuszności wyroku. Popatrzał dokoła i powiedział: "Wszechmocny Boże! Nigdy jeszcze nie zabiłem człowieka. Jeśli ten człowiek nie zasłużył na śmierć, to spraw, aby ostrze mojego miecza zamieniło się w drewno". Mówiąc te słowa wydobył miecz z pochwy i wszyscy obecni zobaczyli, że jego ostrze było drewniane. Wszyscy wybuchli śmiechem. Król zobaczył, jaki z niego wspaniały człowiek i pozwolił mu powrócić do domu w pokoju. tłumaczenie Henryk Halkowski |